“Pixie” – przemoc, humor i tajemnice

Pixie z 2020 roku to obraz rozmaicie oceniany przez publiczność i recenzentów. Z jednej strony bywał chwalony za dobrze poprowadzoną akcję i niezłe aktorstwo, z drugiej zaś – krytykowany za mocno widoczną gatunkową wtórność. Produkcji Barnaby Thompsona nie można jednak odmówić swoistej lekkości, sprawiającej, że od początku do końca śledzimy fabułę z zainteresowaniem. Warto więc zarezerwować sobie na nią któryś weekendowy albo świąteczny wieczór.

tablet photo

Uciec… ale dokąd?

Tym, co rzuca się w oczy już po paru minutach seansu Pixie, jest wszechobecna zabawa narracją oraz ciągiem przyczynowo-skutkowym opowiadanej historii. Podobne zabiegi nie stanowią już w kinie żadnej nowinki; wystarczy wspomnieć choćby kilka tytułów z filmografii Christophera Nolana, jak Incepcja czy Tenet. O ile pierwsze obrazy tego typu budziły u odbiorców ekscytację, o tyle ich kolejne wcielenia mogą już trochę nużyć czy wręcz irytować. Ten właśnie zarzut stawiano dość często ostatniej produkcji Thompsona, widząc w niej po prostu kopię cudzych osiągnięć. Od razu wypadałoby tu jednak dodać: kopię profesjonalnie wykonaną. Czyli taką, która mimo wszystko potrafi przyciągnąć naszą uwagę.

Życie tytułowej Pixie O’Brien (Olivia Cooke) nie jest usłane różami. Chociaż młoda kobieta cechuje się ponadprzeciętną atrakcyjnością i charyzmą, nieustannie stoi w cieniu własnej rodziny, zanurzonej od lat w gangsterskim półświatku. Pixie chce się za wszelką cenę wyrwać z otaczającego ją marazmu irlandzkiej prowincji, postanawia więc wziąć sprawy we własne ręce i obrabować konkurencyjną grupę przestępczą. Namawia do tego dwóch lokalnych cwaniaków, Colina (Rory Fleck Byrne) i Fergusa (Fra Fee).

Mężczyznom udaje się co prawda przechwycić pieniądze zgodnie z planem, ale później dochodzi między nimi do sceny zazdrości o uczucia samej Pixie. W wyniku gwałtownej kłótni Colin zabija wspólnika, by następnie zostać potrąconym przez samochód należący do Harlanda (Daryl McCormack) – kolejnego wielbiciela dziewczyny. Ten ostatni – wraz z kumplem Frankiem (Ben Hardy) – wchodzi teraz w posiadanie dużych pieniędzy, których źródła oczywiście nie zna.

Pochodzenie forsy wyjaśnia się za sprawą Pixie, która nie bez trudu odnajduje Harlanda i Franka. Tłumaczy im, że cała kwota została skradziona gangowi byłych i aktualnych duchownych pod wodzą okrutnego ojca Hectora McGratha (Alec Baldwin). Występny duszpasterz może w każdej chwili zażądać zwrotu swojego mienia, cała trójka młodych złodziei powinna zatem niezwłocznie opuścić miasto.

W ten sposób rozpoczyna się szalona eskapada przez Irlandię. Pixie i jej towarzyszę muszą stawić czoła nie tylko uzbrojonym księżom, lecz także rozsierdzonemu ojcu dziewczyny (który nie zdążył jeszcze wyrównać dawnych gangsterskich porachunków z McGrathem). 

Finałowa konfrontacja jest zatem jedynie kwestią czasu. Widz oczekuje jej z zaciekawieniem, doceniając Pixie za efektowne fabularne twisty i cięty humor. I nawet jeśli napisy końcowe nie pozostawiają go bez oddechu, śmiało może uznać, że ostatnie półtorej godziny spędził całkiem sensownie.

Post Comment